Majówka! Hura! Wstajemy skoro świt i już o 7 rano jesteśmy w drodze. Pędzimy naszym Mikrusem niecałe 4 godziny ze Szczecina i już jesteśmy w Szwajcarii… tyle że Saksońskiej 🙂 Aż się wierzyć nie chce, że tak blisko od domu mamy takie zajeżaste skałki, wąwozy i widok na męandrującą Łabę. Wędrujemy wgłąb doliny przez Szwedzkie Dziury (czemu szwedzkie, skoro to Szwajcaria, w dodatku: opcja niemiecka???) aż do wioski Rathen, a potem znowu w górę do słynnego mostku Bastei. Ładne miejsce, a gdyby tak jeszcze było pińcet dżilionów ludzi mniej, to już w ogóle byłoby miodzio. No, ale czego się spodziewać – nie tylko my mamy majówkę.
[KRZYWA GADKA]
W Rathen przegapiamy gdzieś wejście na szlak, więc pytamy kobietę sprzedającą wursty o drogę.
My: Przepraszamy, którędy na Bastei?
Ona: O, prosta droga. Musicie skręcić w lewo na przeciwko hotelu Zwiebelsupperammsteinweltschmerz.
My: Was???
Ona: Zwiebelsupperammsteinweltschmerz.
My: Jakiego???
Ona: Takiego żółtego.
Przerażeni niemieckim językiem uciekamy do Czech, nie pytając już nikogo o drogę 😉










































1 komentarz
Piękne te skały. Można je podziwiać z daleka. Ale chyba niedostępne.
Hej! Górale nie bijta się…