NIEDZIELA
Docieramy do hotelu w Ałmaty o 8 rano. Dla nas jest 4 rano i jestesmy od 19 godzin w podróży. Nie uznajemy czegoś takiego jak jetlag, czy zmęczenie i już o 11 ruszamy na miasto. Najpierw do hipermarketu po coś do jedzenia, wchodzimy i idziemy, idziemy a sklep się nie kończy. Po kilometrze obuwia i sukienek docieramy w końcu do części z jedzeniem. To najbolszy sklep, jaki w życiu widzieliśmy – jeżdżą po nim elektryczne taxi!!!
Po południu spotykamy się z naszymi przyjaciółmi ze Szczecina, którzy wychowali się w Ałmaty, a teraz odwiedzają tu rodzinnę. Fajnie zobaczyć miasto ich oczami – szkołę, fontanny, gdzie się randkuje i imprezownie. Z ich znajomym jedziemy na Medeo – tamę chroniącą miasto przed powodziami z gór. I co tam, że spaliśmy tej nocy tylko 2 godziny! Wdrapujemy się po schodach na 1900 m n.p.m. Ola! Paweł! Sposibo za miło spędzony dzień!
PONIEDZIAŁEK
Przygodę czas zacząć. Wypożyczonym wozem przedzieramy się przez Ałmatę. Zajmuje nam to dużo więcej czasu niż zakładaliśmy – miasto jest bardzo rozległe, a korki spore. Docieramy do kanionu Turgen. Robimy krótki trek w pięknych okolicznościach przyrody na wodospad niedźwiedzi, bo po Islandii czujemy niedosyt wodospadów he, he. Potem rozbijamy namiot w dole kanionu nad rzeką.
[KRZYWE GADKI Z OBCOKRAJOWCAMI]
Piotr kupuje kartę sim na lotnisku.
Ona: Internet działa tylko przez niedzielę.
Piotr: Przez niedzielę? Tylko dzisiaj?!
Ona: Niet, po rusku niedziela to 7 dni.
[KULINARNE ODKRYCIE DNIA]
Kumys – chcecie wiedzieć jak smakuje? Podajemy przepis:
1. Chodzić w jednych skarpetkach przez tydzień.
2. Zalać skarpety kwaśnym mlekiem.
3. Poczekać aż sfermentują. Pić schłodzone 🙂






































