Przyjechaliśmy do Pak Chong (ok. 200 km od Bangkoku). Nasz transport, pociąg w wagonie klasy trzeciej, był całkiem przyjemny. Spóźnił się tylko pół godziny, ale standard podobny jak w polskim pociągu podmiejskim np. na trasie Szczecin-Gryfino. Z drobną różnicą: w tajskim pociągu brak koszy na śmieci. Tajowie bez żenady wszystko wyrzucają przez okno – papierki, kartoniki, plastikowe torebki. Pomimo tej wady lokalesi są mili i pomocni. Wczuli się żebyśmy wysiedli na odpowiedniej stacji.
Nasz cel podróży – Park Narodowy Khao Yai, położony niedaleko Pak Chong, okazał się najlepszym jak dotąd miejscem w Tajlandii. Pierwszego dnia pojechaliśmy do podziemnej jaskini gdzie żyją m.in, nietoperze i modlą się buddyjscy mnisi, pomoczyliśmy nogi w „jeziorku”, a wieczorem oglądaliśmy dwa miliony nietoperzy, wylatujących na żer. Trochę byliśmy rozczarowani, bo w porównaniu do nieba pełnego wielkich nietoperzy w australijskiej Matarance, nie było to tak spektakularne, jak się spodziewaliśmy. Za to spróbowaliśmy sobie lokalnych owoców takich jak: mangostan, rambutan i lankan. Mangostan najlepszy, lekko kwaskowy.
Dnia następnego uzbrojeni w skarpety przeciwko pijawkom wybraliśmy się w końcu do dżungli, przez duże „DŻ”. Widzieliśmy pełno różnych zwierząt, a jeszcze więcej słyszeliśmy: węże, jaszczurki, gibony i makaki, ptaszory i owady, skorpiona, jelenie oraz pijawek sztuk dwie. Nasz przewodnik Mr. Nine (ksywa „Dziewiątka”) musiał każdego gada złapać do ręki niczym Steve Irivn, a wiadomo jak ten drugi skończył. Byliśmy też na super wodospadzie. Danie główne naszej wycieczki – dziko żyjące słonie nie dopisały. Zamiast kupy słoni (czyt. wiele słoni) widzieliśmy tylko kupę słoni (czyt. dosłownie). Cały park jest przeogromny, a słoni tylko 250 szt., więc jakoś się minęliśmy. Coś nie mamy szczęścia do wielkich ssaków: w Australii nie zobaczyliśmy wielorybów, a tutaj dzikich słoni.
[POZYTYW DNIA]
Nie padało.




























































4 komentarze
Gdzie zdjęcia Predatora w buszu? 🙂
Chce małpke.
ps. Sabina – najpierw niech to na liściu spróbuje Piotr 🙂
Predator jest, zobacz foty z „Czilałciku” w Kanchanaburi!
Maryśce najbardziej podobały się zwierzątka jak do tej pory, a w szczególności stonoga 🙂 Dla mnie oczywiście rządzi Indiana Jones – ale tego chyba nie muszę mówić.
Zwierzatka sa the best 🙂 Pan Indiana Jones tez ok, ale na nasze oko to byl treser sloni (mial charakterystyczny hak na slonie), a tych nie lubimy 🙂