Wyjeżdżamy z Turgen i słuchamy Daabu „Przed nami wielka przestrzeń” i wiecie co? W tym momencie pojawia się przed nami step. Niesamowite!
We wsi Saty znajdujemy gospodarstwo z jurtami. Pytamy „skolko?”, a gospodyni, że 50zł od łebka. Spodziewaliśmy się niższych cen. Po chwili polsko-ruskiej gadki okazuje się, że w cenie oprócz jurty i wychodka mamy 3 posiłki dziennie i najprawdziwszą banię! Bierzemy!
Ponieważ nasza wypożyczalnia zabroniła wjeżdżać samochodem nad jezioro Kaindy, kołujemy transport 30-letnim UAZem z 50-letnim kierowcą. Normalnie tę trasę robi się w godzinę, ale pan Maksym ciśnie w pół. Latamy po rozklekotanym UAZie jak worki kartoszków. Pasów niet, dziur w drodze mnogo, bolszoje kamulce, a przejazd przez rzekę skutkuje mokrymi nogami. Jezioro Kaindy z zatopionymi kikutami drzew wygląda naprawdę fajnie, szkoda że nie można go przejść dookoła. Za to lecimy nad drzewami dronem, choć nie jesteśmy pewni czy jest to legalne w strefie przygranicznej. Mamy nadzieję, że nie skończymy w kazachskim łagrze 😉
[GLUPAWKA DNIA]
Spongebob objawia nam się na kazachskim niebie.

Następnego dnia ruszamy nad jeziora Kolsai. „Sympatyczna” bileterka w kasie wyżywa się na wszystkich kupujących. Ma pretensje, że nie wiemy co wpisać w rejestr, który jest tylko po kazachsku. 🙂 Są wakacje – nogi w dupie muszą być. Pierwsze jezioro jest przy ulicy, ale oczywiście nam to nie wystarcza i podejmujemy głupią decyzję, żeby leźć 3 godziny pod górę na jezioro Kolsai 2. Ostatnie 2 km naprawdę dają nam w kość, bo jest dość stromo, a kijki trekkingowe, jak łosie zostawiliśmy w samochodzie. Drugie jeziorko też jest ładne chociaż niczego nie urywa. Po godzinie wracamy. W dół trochę łatwiej niż w górę, nagle dostrzegamy ciemne chmury, więc przyspieszamy. Grzmot. Odpalamy turbodoładowanie. Zaczyna kropić. Pędzimy jak Korzeniowski, bo nie chcemy, żeby i tak już błotniste ścieżki zmieniły sie w bagno, a kamienie i korzenie w śliski tor przeszkód. Jest ciężko, ale pociesza nas myśl o ruskiej bani na zbolałe mięśnie. Trochę mokrzy wpadamy do samochodu. Udało się uciec burzy.
[KULINARNE ODKRYCIE DNIA]
Szubat – chcecie wiedzieć jak smakuje? Podajemy przepis:
1. Myć podłogę jedym mopem przez tydzień.
2. Zalać mopa kwaśnym mlekiem.
3. Poczekać aż sfermentuje. Pić schłodzone 🙂














































2 komentarze
Już za niedługo tam będę! Chyba się skuszę na Szubat ? Jak ogarneliscie kierowcę do Jeziorka Kaindy? No i oczywiście za ile? ?
Kierowcę skołowała nam gospodyni u której spaliśmy. Wziął nas i jeszcze jedną parę, wyszło po 5000 tenge od pary. I załatwił tańszy wjazd na Kaindy. Całe 7 zł w kieszeni ?. Koszt samochodu powinien być w granicach 8-10 tys. tenge.