Ostatnie dwa dni naszego środkowo-amerykańskiego urlopu spędzamy znów w mieście Panama. Tłumy pielgrzymów już dawno opuściły stolicę, życie toczy się swoim rytmem, tylko gdzieniegdzie jeszcze powiewają zakurzone chorągiewki Światowych Dni Młodzieży.
Posileni jajkiem i kukurydzianym plackiem ruszamy zobaczyć Kanał Panamski. Bilet kosztuje 20 USD od osoby, ale tylko jeśli chcesz zwiedzać muzeum kanału. Aż tak wkręceni w muzea nie jesteśmy, jak wiecie, więc znajdujemy patent jak zobaczyć śluzy za darmo. W kasie biletowej pobieramy gratisowy bilet do restauracji na drugim piętrze, zamawiamy napoje i mamy świetny widok na przeprawiające się statki. Udaje nam się nawet zobaczyć giga-potwora, który przepływa trzecią, niedawno otwartą śluzą dla największych kontenerowców świata. MSC Clea ma 299,84 metrów długości i 48,32 metrów szerokości, a nowa, poszerzona śluza ma 49 metrów, czyli przeciska się dosłownie o włos!
I na tym kończy się nasza panamska przygoda. Czas ruszać na lotnisko i gnić w samolocie do Europy. Ach, gdyby tak móc klasnąć w dłonie i być już w domu!



























1 komentarz
O tak. Oglądanie statków jest lepsze niż oglądanie pociągów.