Podróż autokarem z Dubaju do Maskatu miała trwać 5-6h, a trwa ponad 7, z czego godzinę na przejściu granicznym. Nowość od grudnia 2015 – trzeba płacić za wyjazd z ZEA 35 zł. Jeszcze nigdy nie musieliśmy płacić, żeby wypuścili nas z kraju. Współpasażer twierdzi, że muszą sobie dorobić, bo ropa tanieje. W końcu docieramy do stolicy Omanu i wsiadamy do autobusu na lotnisko, bo tam czeka na nas wypożyczony samochód, ale autobus nie ruszy dopóki nie uzbiera się komplet, więc znowu poślizg. Naszym Landcruiserem jedziemy do pobliskiego Carrefoura kupić sprzęt na biwak. Są różne kuchenki i różne butle gazowe, ale żadne do siebie nie pasują. Wybieramy jedyny model jaki jest kompatybilny, jak pewnie się domyślacie jest to opcja najdroższa. Karimaty, których miało być w bród są w liczbie 1szt. Znajdujemy kołdry w promocji w zastępstwie. Jak się nie ma co się lubi…

Oczywiście po ogarnięciu wszystkiego jest już dawno po zmroku. Ciężko znaleźć miejsce na camping. W końcu udaje nam się wyczaić kamieniste pole, a na nim jak na zamówienie równiutki kawałek 2×2. W świetle reflektorów samochodu rozbijamy namiot. Po pięciu minutach zdejmujemy tropik, bo jest tak ciepło, że do rana byłyby z nas dwa sziszkebaby. Gdzieś w oddali domostwa i meczet. Nasza pierwsza noc pod omańskim rozgwieżdżonym niebem.

[ZAKUP ROKU]
Żarówko-latarka do namiotu z Aliexpress za niecałe $1,50 – daje dobre światło i wisi fajnie pod „sufitem”.

[ZASKOCZENJE DNIA]
Rano po wyjściu z naszego 5-gwiazdkowego namiotu dostrzegamy wielkie pasmo górskie, którego nie widzieliśmy w nocy.

 

Dodaj komentarz