Gubimy się wiele razy, ale w końcu docieramy do wrót pustyni – Wahiba Sands. Szybko się rozbijamy pod samymi wydmami. Zaczyna ostro wiać, więc zakładamy tropik, bo mikrodrobinki piachu są już w namiocie. Rano niezłe zaskoczenie – nasz samochód i cały namiot są przemoczone. Skąd na pustyni nagle tyle wilgoci? Niespodziewanie również kończy nam się gaz w kuchence, akurat jak mamy w połowie ugotowane jajka. Znajdujemy dwa kawałki betonu (za wioskami znajduje się zazwyczaj śmietnisko i/lub zbiorowisko martwych zwierząt) i rozpalamy ognisko z gałązek dziwnej pustynnej rośliny, które dość kiepsko się palą, ale ostatecznie jakoś dają radę. Po śniadaniu ruszamy na wydmy. Bawimy się jak dzieci w wielkiej piaskownicy, widoki jak z Mad Maxa. Jest zajebiście!
Ruszamy na Wadi Bani Khalid z oczkami wodnymi, gdzie Omańczycy piknikują na potęgę (grille, termosy z kawą i jedzenie wożone taczkami). A najdziwniejsze jest to, że co chwilę spotykamy Polaków. Część to turyści, a część mieszka tu od kilku lat. Jednym z turystów, którego prosimy o zrobienie nam fotki, jest Norbi (tak ten od „Kobiety są gorące”!). Gadamy chwilę z nim i Tomkiem, do którego przyjechał. Świat jest mały aha, aha : ) Nie robimy sobie z nim sweet foci, niech sobie odetchnie od sławy 😉

norbi
A sama Wadi może i jest ładna, ale jak dla nas trochę za dużo ludzi. Być może dlatego, że dzisiaj piątek, czyli arabska niedziela.
Generalnie Oman nam się podoba, bo tak jak w Australii można iść godzinami szlakiem i nikogo nie napotkać.

[ZAGOŻENIA NA DROGACH]
– Kozy i wielbłądy, które przechodzą gdzie i kiedy chcą
– Progi zwalniające we wsiach, miasteczkach, przed rondami, nie zawsze oznakowane
– Omańczycy. Wyprzedzają na trzeciego, pędzą na złamanie karku. Od kiedy wybudowano im tysiące kilometrów  nowoczesnych dróg i przesiedli się z wielbłądów na wypasione samochody, włączył im się chyba need for speed.

 

Dodaj komentarz