• Ramadan (ramazan) – przed wyjazdem czytaliśmy, żeby w czasie ramadanu nie jeść na oczach tubylców, bo ślinka im cieknie. Tymczasem okazuje się, że tutejsi muzułmanie przypominają polskich katolików – tylko niektórzy przestrzegają postu, a większość z nich je, pije i pali bez żenady na ulicach. Wszystkie bary i restauracje też normalnie funkcjonują w ciągu dnia, również te dla nie-turystów.
  • Autokary – bardzo fajny środek do przemieszczania się po kraju. Sieć kolejowa nie jest za dobrze rozwinięta, więc albo autokar, albo samolot. W Turcji jest kilku dużych przewoźników godnych zaufania: Suha, Metro, Pamukkale. Ponieważ odległości są spore wybieraliśmy autokary nocne – w ten sposób mogliśmy się przemieszczać i jednocześnie zaoszczędzić na noclegu w hotelu. Przykładowe ceny: Stambuł-Goreme 75 lir (przez internet 70) ok. 10-11 godzin jazdy. W Suha można robić rezerwację przez internet i dowożą busikami za darmo do i z różnych miejsc z dworca, ale w autobusie trochę ciasno i były pozalepiane porty USB w monitorkach. Metro ok. Najbardziej podobało nam się w Pamukkale – autobusy komfortowe, monitorki działają dobrze, działa port USB, więc można obejrzeć własny film, a nie jakąś piracką wersję amerykańskiego filmu z tureckim dubbingiem. Wszystkie firmy oferują napoje i przekąski w trakcie jazdy i robią co kilka godzin postoje na toaletę.
  • Kebab – czytaliśmy, że polski kebab nie ma nic wspólnego z tureckim – obalamy ten mit. Kebab różnił się tym, że trochę w nim mniej sosów. Niektórzy nawet wrzucali do środka frytki albo pieczone ziemniaki. Tylko obsługa nie jest tak ekspresowa, bo tu kebab nie jest fastfoodem jak w Polsce. Trzeba poczekać ok. 10-15 minut aż zgrilują wszystkie składniki i wrzucą do buły lub placka.
  • Targowanie ceny w hotelach – ponoć się da, ale widzieliśmy turystów, którzy tego próbowali i nikomu się nie udało.
  • Wąwóz Saklikent koło Fethiye – zdecydowanie najfajniejszy punkt naszego wyjazdu. Przeprawianie się przez wodę i skały było super, ale nie wszyscy mieli tyle szczęścia. Dzień po naszych odwiedzinach w kanionie zginęły dwie osoby, a kilka zostało rannych. Burza, która przeszła niedaleko (rzadkość o tej porze roku) spowodowała nagłe spiętrzenie wody między ciasnymi ścianami wąwozu. Niestety, byli tam wtedy ludzie.
  • Autostop w Kapadocji – nigdy wcześniej nie jeździliśmy stopem, tymczasem przed wioską Urgup kierowca sam się zatrzymał, żeby nas podwieźć. Okazało się jednak, że jedzie w inną stronę, więc podwiózł nas jakieś 300m, ale to obudziło w nas ducha autostopowiczów. Wystarczyło machnąć na drodze i pierwszy samochód się zatrzymywał. W Zelve kobitka, u której byliśmy coś przekąsić sama spytała jakąś parę, czy nas zabiorą do Goreme. Ludzie w Kapadocji są bardzo pomocni i mili.
  • Wschód Turcji – mówi się u nas, że tam niebezpiecznie ze względu na bliskość Syrii, Iranu i Iraku, tymczasem miejscowi mówią, że to nieprawda i że turystom nic nie grozi, a widoki przepiękne i ludzie jeszcze bardziej gościnni niż w Kapadocji. Nie byliśmy, więc nie możemy potwierdzić, ale może jeszcze kiedyś się tam wybierzemy i sprawdzimy.
 

Dodaj komentarz