Pogoda w Cairns do bani. Zamiast w bikini i kąpielówkach, chodzimy w polarach, a na dodatek zaczęło padać. Miejscowi nie pamiętają kiedy ostatnio tak „zimno” tutaj było. W telegraficznym skrócie (bo naprawdę nie ma co relacjonować): pojechaliśmy do Palm Cove i Trinity Beach obejrzeć miejscowe plaże z palmami. Szkoda, że niebo szare, a woda jeszcze bardziej szara : (  Ale zato zaprzyjaźniliśmy się z psem ratowniczki, który sam przyniósł kokosa i zaproponował zabawę w aportowanie.

W Cairns natomiast załapaliśmy się na bicie rekordu Guinessa w liczbie osób jednocześnie grających na ukulele. Piotr żalował, że nie wziął swojego ukulele : ( Przy okazji okazało się, że ukulelowcy z Australli to nieźle pojechana subkultura – cosplayerowcy przy nich wysiadają (zdjęcia obrazujące przy okazji).

Siedzimy teraz na lotniksu w Singapurze i niestety u nas jest ok. 23, a jeszcze przed nami długa i męcząca droga.

[MĄDROŚĆ DNIA / PORADY PRAKTYCZNE]

  • Lotnisko w Sydney „ssie”. Żeby płacić za przejazd między terminalami!?
  • Nie gol głowy na łyso, nie noś bojówek ani wojskowych butów, bo jednego dnia 4 razy zostaniesz wezwany na „random check up” na obecność nielegalnych substancji.

 

Dodaj komentarz