No dobra, przygodę czas zacząć.Wynajmujemy w miasteczku rowery i jedziemy na Pukara de Quitor – Inkaską twierdzę sprzed tysiąca lat. Jest to bardzo zdradzieckie miejsce – wpinamy się w palącym słońcu do punktu widokowego, a gdy już tam docieramy, okazuje się, że ścieżka idzie dalej do kolejnego punktu. I tak ze 3 razy. Ale wiecie, że łatwo się nie poddajemy, więc wdrapujemy się na sam szczyt. Co za widoki – w dole San Pedro i Oaza Quitor, wielkie koryto rzeki, którym płynie wąska stróżka, no i góry – potężne i majestatyczne, a do tego wulkany – gigantyczne, równe stożki jak w mordę strzelił.Niektóre mają ponad 5000m. Nic dziwnego, że Inkom się tu spodobało.
Po tej wspinaczce znów wsiadamy na rowery i pędzimy dalej. Oczywiście, kilka razy się gubimy i jak zwykle każdy miejscowy wskazuje inny kierunek, ale w końcu udaje nam się dotrzeć w Gardziel Diabła. Garganta del Diablo o zajebisty kanion, przez który śmigamy rowerami. Czasem jest tak wąsko, że ledwo się przeciskamy między ścianami gardzieli, czasem jedziemy schyleni pod nawisami skalnymi lub wciągamy rowery przez wielkie, skalne progi. Na szczęście, większość czasu po prostu pomykamy z wiatrem we włosach.

 

Dodaj komentarz