Zachęceni cenami lotów – 78 zł w dwie strony, lecimy do Norwegii. Zniechęceni cenami noclegów w Stavanger decydujemy się na couchsurfing. Znaleźć hosta nie jest łatwo (może sezon nam nie sprzyjał), ale przyjmuje nas Kuba i jeszcze jest tak miły, że przyjeżdża po nas na lotnisko.

Na następny dzień z samego rana postanawiamy zdobyć Priekestolen (Pulpit Rock). Najpierw promem do Tau, potem autobusem na parking (droższym niż nasz lot) i zaczyna się szlak. Ludzi pełno, bo ładna pogoda (słońce świeci i jest ok. 12°C). Po drodze strumyczki, jeziorka i wariaci, którzy się w nich kąpią 😉 W pocie czoła dygamy 2 godziny i w końcu naszym oczom ukazuje się upragniony pulpit. Dokarmiamy Lysefjord z ręki kanapką i gorącym kubkiem. Napawamy się widokami i zmęczeni wracamy tą samą drogą.

Ponieważ słońce zachodzi dopiero po 23 robimy wieczorną rundkę po mieście i dziwimy się, że tak pusto na ulicach.

[PORADA PRAKTYCZNA]
– Szukasz patentu ala Kuźniar? Prom ze Stavanger do Tau kosztuje ok. 40 koron w jedną stronę. Bileter chodzi po promie i jemu płaci się za przejazd. Sęk w tym, że chodzi tylko po zadaszonej części. Jeżeli stoisz pod chmurką możesz mieć pecha i bileter do ciebie nie przyjdzie. 🙂
– Na Priekestolen nie bierz ze sobą wody. Wystarczy kubek lub butelka. Wody nabierzesz sobie po drodze ze źrodełka. W ogóle kupowanie wody w Norwegii nie ma sensu, kranówka jest za darmo i zajebistej jakości.

[CIEKAWOSTKA KULINARNA]
Jeżeli w sklepie znajdziesz smakowicie wyglądajce racuszki, które fajnie by się zjadło z dżemem, to sprawdź czy nie ma na nich napisu „fiske”. Norwegowie uwielbiają ryby w każdej postaci.

 

Dodaj komentarz