Dzisiaj Atacama pokazuje nam kolejne swoje oblicze. Jedziemy na Salar de Tara, wykorzystując fakt, że mamy wóz 4×4. Pierwsze 100 km do dobra asfaltowa droga, biegnąca w stronę Argentyny, trochę wzdłuż granicy z Boliwią. Po drodze nowostka – bagna skute lodem. Ale potem zaczyna się totalny offroad. Przy drodze stoją dziwne formacje skalne, które wietrzeją tu od milionów lat. Później jedziemy wgłąb pustyni po bezdrożach, w kierunku niesamowitych skał, które wyglądają jak wycięte z westernu. W końcu docieramy do solniska Tara. Napawamy się widoczkami, konsumując lunch. Bułka z serem i jajko na twardo jeszcze nigdy nam tak nie smakowało.
Jak na offroad przystało, przygoda musi być. W drodze powrotnej podjeżdżamy pod z pozoru niezbyt stromą górę. Niestety, pod samym szczytem grzęźniemy w piachu, silnik wysiada, i mimo wciśniętego w podłogę hamulca i zaciągniętego ręcznego, zsuwamy się do tyłu. O kuźwa, robi nam się gorąco! Starając się nie panikować, możemy kontrolować tylko kierunek zsuwania. W końcu udaje nam się opanować samochód, odwrócić i bezpiecznie zjechać w dół. Wysokość 4900 m npm plus adrenalina powoduje, że wychodzimy z samochodu ledwie zipiąc.

 

Dodaj komentarz