Pierwszy przystanek naszej podróży – Budapeszt. Język niesamowity, czujemy się jak bohater „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz” na wycieczce w bratnim kraju. Idziemy pokosztować węgierskiej kuchni – sprzedawczyni ni w ząb po angielsku, bierzemy placki na chybił trafił. Trafiliśmy dobrze 🙂 Metrem na drugą stronę Dunaju i „słitfocie” z parlamentem w tle, a obok żurki piją piwo tak samo, jak w Szczecinie nad Odrą. Pewne rzeczy są uniwersalne.
Więcej sobie zwiedzimy w drodze powrotnej za dwa tygodnie.

 

Dodaj komentarz