No dobra… Międzyzdroje chciały by być takie jak ozikowe Cairns, ale atmosfera podobna. Życie toczy sie tutaj wokół promenady i miejskiego basenu. Oczywiście nie zabrakło tu publicznych BBQ. Pełno barów, pubów, agencji turystycznych i sklepików z badziewiem, prowadzonych przez Japończyków (serio!). Turystów tu od groma, głownie Europa, ale i też Azja – Japończycy i Chińczycy. W sklepach oprócz angielskiego są napisy po japońsku i chińsku, ale w agancjach turystycznych znajdzie się i niemiecki, francuski i włoski. Queensland to nie Northern Territory, gdzie same Oziki i Aborygeni, a tylko czasem jakiś Niemiec się zdarzy (no może na Top Endzie trochę więcej przybyszów, ale Red Centre to istne Ozikowo).

Czasem nie ważne dokąd się jedzie, ale ważne jak. Kuranda to wioska, w której nic się nie dzieje, ale dojechać do niej można kolejką linową nad lasem deszczowym, w dodatku najstarszym na świecie lasem deszczowym (dżungla amazońska to przy niej młody szczypior). Wrócić można koleją wybudowaną 130 lat temu – rękoma, łopatami, kilofami i odrobiną dynamitu. Widoki czasem niezłe, a kolej się sennie wlecze i wlecze – wagony są oryginalne, drewniane, starodawne.

Ale w Kurandzie można jeszcze zrobić sobie fotkę z przytulonym misiem koala! Chyba tylko w tym stanie na to pozwalają, oczywiście nie za darmo : )

Po co się jeździ do Cairns? Po to, aby zobaczyć największą rafę koralową na świecie. Popłyneliśmy zatem na Green Island, wyspę położoną własnie na rafie. No coż, na wyspie rafa jest w dość kiepskim stanie, koloru buro-brązowego i nie przypomina kolorowych obrazków z National Geographic. Nie jesteśmy znawcami tematu, ale jak się widzi ludzi centralnie łażących po rafie (zwłąszcza podczas kilkunastometrowego odpływu) to nie ma się co dziwić, że rafa wygląda jak wygląda. Można też za dodatkową opłatą popłynąć dalej od wyspy i sobie ponurkować, snorklować, i popływać takimi wynalazkami jak Scooba-Doo, ale czy rafa tam lepiej wygląda to nie wiemy – aż takimi fanami nurkowania nie jesteśmy.

[MĄDROŚĆ DNIA]

  • Czasem na zielonej wyspie Pacyfiku przydaje się polar. Zimą tu piździ jak w Kieleckim.
 

Dodaj komentarz