Wypoczęci i opaleni po 2 dniach nad morzem ruszyliśmy do Malezji. Przylecieliśmy do Kuala Lumpur późnym wieczorem (dzięki umiejętnościom kpt. Petera Parkera… Spider-mana???), więc tylko szybkie szamanko u Chińczyków, sklep z komiksami na naszej ulicy i w kimę.

Dzisiaj obleźliśmy większą część centrum KL. Całkiem tu fajnie – dużo bardziej nam się podoba niż BKK. Jest bardziej nowocześnie (w klimacie Szanghaju) i nie tak brudno. Nie oszukujmy się – w Tajlandii na ulicach jest niezły syfik i zapaszek gnijącego jaja. Tutaj pełna kultura. Następna fajna rzecz w KL to dwie darmowe linie autobusowe jeżdżące po wszystkich najważniejszych miejscach. Jest tu też bardziej multikulturowo. Śniadanie jedliśmy u Chińczyków, obiad u Koreańczyków, a kolację u Malajskich Tamilów.

Zwiedzanie zaczęliśmy oczywiście od Petronas Twin Towers – największych bliźniaczych wież na świecie. Robią niezłe wrażenie. Na dole jest luksusowa galeria handlowa: Gucci, Srucci itp. Za wieżami jest przyjemny park z fontannami, wodospadami i basenikiem, w którym można brodzić – fajna sprawa, gdy na dworze 33 stopnie i słońce w zenicie. Generalnie KL to raj dla zakupoholików. Jeśli lubisz przepłacać 5-krotnie, to koniecznie skocz do Bukit Bitanang: galeria handlowa na galerii, tysiące sklepów i butików. Posileni mleczną zieloną herbatą z żelkami popędziliśmy do mega-ptaszarni, po drodze oglądając plac Merdeka, meczety, a nawet Stonehenge (!). W ptaszarni wreszcie udało nam się zobaczyć dzioborożce, które jedynie słyszeliśmy w Khao Yai. Spore ptaszydła. Nic nie pobije jednak przeogromnego pelikana – był większy od Sabiny. Szok!

[CIEKAWOSTKI KULINARNE]

  • Chlebowiec różnolistny (ang. jackfruit) – nie udało nam się spróbować w Australii, ale wszamaliśmy tutaj – oczywiście nie całego, bo to owoc-gigant. Bardzo dobry. W domu posiejemy sobie pestki, zobaczymy, czy wyrosną.
  •  Galaretkowy pudding – słodka pycha.
  • Cukierki ala Werthers Original o smaku kukurydzy. Czy kogoś to jeszcze dziwi?
 

6 odpowiedzi do Kuala la la la la…

  1. Przemek napisał(a):

    Ptaszarnia w pytę – raj dla ornitologów./filów. Mój ulubiony tintin na pierwszym miejscu. widze ze symbole szczescia tylko troszke nizej cenione niz nirwana. ciekawe. czy mozna kupic gume do zucia w sklepie?

  2. Przemek napisał(a):

    Appendix.

    Wcinam sobie wietnamska zupke w proszku by poczuc klimat Azji i byc choc troche bardziej blizej kulturowo 🙂

  3. Ania napisał(a):

    Co tam robi Stonehenge??? A druidów nie widzieliście przypadkiem? 😛 Koszulka FBI rozbawiła mnie setnie 😀 Za to ciekawam, co też Piotrek robiłeś z tą małpeczką? W końcu nie na darmo był tam znak proszący „do not feed or tease the monkeys”. Czyżbyś pytał ją o drogę? ^^

Dodaj komentarz