Tylu pieczątek w paszporcie w ciągu 8 godzin, to jeszcze nigdy nie dostaliśmy. Z Botswany jedziemy na Wodospady Wiktorii, przekraczając kolejno granice Botswana-Zimbabwe, Zimbabwe-Zambia i z powrotem. Wodospady są niesamowite i robią ogromne wrażenie. Grzmot słychać już z daleka i widać unoszące się obłoki deszczowej mgły. Nic dziwnego, że miejscowi nazwali to „grzmiącym dymem”. Widoki są cudne po stronie Zambii, jeszcze lepsze po stronie Zimbabwe, ale najlepsze z… helikoptera!!! Postanawiamy zaszaleć i wykupujemy 15-minutowy lot nad Zambezi i wodospadami. Czad!!! Doświadczenie warte każdego wydanego dolara. Po prostu, spadają nam lacze z wrażenia!

[DZIECI NEOSTRADY]

Afryka uwielbia wpisy we wszelkie możliwe rejestry. Nie inaczej jest na Vic Falls. W zambijskiej części kupujemy bilety i obowiązkowo odnotowujemy swoje dane w kajecie. Kilka linijek nad nami widzimy polskie nazwisko i miasto Wrocław. 15 minut później spotykamy tego Polaka nad wodospadem.

On: Skąd jesteście?
My: Ze Szczecina. A ty z Wrocławia, tak?
On: Skąd wiecie?
My: Widzieliśmy twój wpis.
On: Na fejsbuku???

[PARADOKS NA GRANICY CZTERECH PAŃSTW]

W okolicy botswańskiego Kasane  spotykają się granice czterech państw: Botswany, Zimbabwe, Zambii i Namibii. Stoją tam setki tirów. Kierowcy mogliby pojechać z Botswany do Zambii, przez most w Zimbabwe, ale wybierają przejście promowe bezpośrednio między Botswaną a Zambią. Wydaje się logiczne, prawda? Sęk w tym, że prom zabiera po JEDNEJ ciężarówce na raz, więc tirowcy czekają w kolejce MIESIĄC!!! Dlaczego zatem nie jadą przez most w Zimbabwe? Bo tam pogranicznicy wymuszają ogromne łapówki.

 

Komentarze zabronione