Czy Cypr to dobry pomysł w styczniu? Nie – jeśli lubicie kisić się w tłumach turystów. Nie – jeśli kochacie smażenie się na plaży i zabraliście ze sobą tylko sandały i krem z filtrem. Nie – jeśli Was kręci szalone życie nocne.

Jeśli nie macie takich wymagań, to Cypr może wiele zaoferować, choć wiadomo, że nie jest to kraj dziki, mało znany,  czy nie-wiadomo-jak-egzotyczny. To nie jest podróżniczy Święty Graal, ale fajne miejsce na wyrwanie się od polskiej zimy. Co nam się podobało?

  1. Pogoda – na 11 dni pobytu większość czasu przyświecało nam piękne słońce, a temperatury w dzień to 16-20°C. W nocy około 6, ale w mieszkaniu z ogrzewaniem to nie problem. 2 dni chmurzyło się i przelotnie padało, a jeden dzień lało prawie non-stop, ale miejscowi mówili, że to jedyny taki dzień w tym sezonie. W tym czasie w Polsce był atak zimy, więc cieszyliśmy się z pogody.
  2. Trekking – Cypr pozytywnie zaskoczył nas ładnymi trasami na spacery i wędrówki praktycznie w każdej części wyspy (zwłaszcza słone jezioro w Larnace i szlaki na 3 półwyspach: Akamas, Karpaz i Kavo Greco). Fajne widoczki, różne długości tras i stopnie trudności – dla każdego coś miłego 😊 Tu znajdziecie więcej info: http://www.visitcyprus.com/index.php/en/discovercyprus/nature-3/nature-trails , a tu o szlakach w północnej części https://www.cyprusactive.com/walking-north-cyprus
  3. Sympatyczni miejscowi, z którymi można dogadać się po angielsku
  4. Owocujące cytrusy!
  5. Niskie ceny
  • Lot w dwie strony z Berlina do Larnaki poniżej 200zł
  • Noclegi przez Airbnb od 75zł do 100zł za całe mieszkanie (spokojnie mogłyby mieszkać 4 osoby). Tylko Karpaz jest droższy, a im bardziej na wschód, tym drożej.
  • Wynajem auta już od 8 euro za dzień. Uważajcie tylko, czy wypożyczalnia zezwala na zabranie samochodu do Tureckiej Republiki Cypru Północnego (jeśli się wybieracie). My braliśmy auto w wypożyczalni Stevens za niecałe 15 euro dziennie z pełnym ubezpieczeniem – totalnie bezproblemowi i godni polecenia.
  • Litr benzyny w części północnej kosztuje tylko 3,68 liry tureckiej, czyli ok.3,30zł. Niestety, w części południowej ok. 1,23 euro, czyli 5,10zł.
  • Ceny w supermarketach są podobne do polskich lub ciut wyższe.
  • W barach, gdzie stołują się lokalesi zjecie tanio i obficie (duży falafel 1,5 euro, porcja obiadowa 2,5 euro, gyros 4 euro), w takich dla turystów można zjeść już od 5-6 euro (np. zapiekankę z serem haloumi lub souvlaki lub pitę). Większe dania od 10 euro.
  • Kranówka jest zdatna do picia, choć zdarza się, że ma niedobry posmak ☹
  1. O czym warto pamiętać?
  • Zimą trzy czwarte knajpek i sklepików z pamiątkami jest zamkniętych.
  • Komunikacja autobusowa między miastami jest rzadsza niż w sezonie, więc dobrze wynająć samochód (zwłaszcza na północy).
  • Ruch jest lewostronny
  • Przekraczając granicę z Cyprem Północnym musicie pokazać paszport (nie dowód osobisty!). Jeśli jedziecie autem, trzeba wykupić dodatkowe OC na przejściu granicznym (20 euro za 3 dni)
  • Jeśli kręcą Was zabytki, to na Cyprze jest ich sporo. My skupiliśmy się tylko na aspekcie trekkingowo-widokowym, bo jesteśmy archeologicznymi ignorantami.
  • Jeśli chcecie latać dronem, trzeba to zgłosić w odpowiednim ministerstwie. Wystarczy wysłać maila. My dodatkowo sobie go wydrukowaliśmy, ale nikt nie robił problemów (szczegółowe informacje i specjalny formularz do pobrania tutaj: http://www.mcw.gov.cy/mcw/dca/dca.nsf/All/00D266CDC5BF5453C22581370038A336/$file/Drone%20regulation%20FAQ.pdf )
 

 

 

CZWARTEK

Leje jak z cebra. Nawet miejscowi przyznają, że to najgorszy dzień tej zimy. Z nudów pijemy lokalne wino commadaria – strasznie słodkie (ble) i niezbyt tanie (ech).

PIĄTEK

Niebo trochę się rozchmurza i po porannym deszczu jedziemy na tytułowy półwysep. Z ciężkimi chmurami nad głową zaglądamy do kilku jaskiń wydrążonych w klifie i na mosty skalne. A gdy tylko pada, chowamy się w samochodzie.

SOBOTA

Nareszcie świeci porządne słońce, na szczęście lot powrotny jest o 19.10, więc mamy w końcu czas zobaczyć Kavo Greko w pełnej krasie i jeszcze powygrzewać się na plaży w Larnace.

Łapiemy słońce do plecaka na resztę zimy i liczymy, że celnicy nie zarekwirują go na granicy 🙂

[STRES DNIA]

Wypożyczalnia samochodów Stevens ma taką politykę, że daje auto z połową baku, a trzeba oddać z pustym. Po zapaleniu się kontrolki jedziemy jeszcze jakieś 60 km, ale boimy się, że zabraknie nam wachy tuż przed lotniskiem. Dla świętego spokoju w Larnace tankujemy jeszcze za 2 euro. Pracownik stacji robi na nas wielkie oczy – to chyba najkrótsze tankowanie w jego życiu. 🙂

[SMAK DNIA]

Opuszczając naszą kwaterę, dostajemy od gospodarza pomelo z jego ogródka! W życiu nie jedliśmy lepszego!

 

Nie, to nie jest liczba mnoga od kiełbasy salami 🙂 To miasto sprzed 3 tys. lat. Za co lubimy Cypr? Za to, że wszystkie interesujące nas atrakcje mamy za darmo. Na tę jedyną płatną decydujemy się, bo nie mamy innych planów w drodze z Iskele do okolic Agya Napy 🙂 Na zasadzie „przyszłem wcześniej, gdyż nie miałem co robić”.


Po drodze jeszcze Famagusta, zwana przez tureckich mieszkańców Gazimagusą.


A to koty i cytrusy koło naszego mieszkania 🙂

 

Przejeżdzamy całą wyspę w poprzek z Polis do Iskele. Na przejsciu granicznym w Yesilirmak gawędzimy z sympatycznymi pogranicznikami – kilka słów, których nauczyliśmy się w Turcji i Lewandowski przełamują lody 🙂 Czekamy jakieś 15 min. na gościa od ubezpieczeń (obowiązkowe OC na Cypr Północny) i ruszamy na podbój tureckiej części wyspy. 

Następnego dnia wybieramy się na najdalej wysunięty na wschód kraniec wyspy – półwysep Karpaz. Witają nas dzikie osiołki, które (rozpieszczone przez turystów) wpychają głowy do samochodu w poszukiwaniu smakołyków. Ostatnie 5 km pokonujemy pieszo i docieramy na sam kraniec wyspy. Dalej, za morzem już tylko Turcja i Syria. Dönner i ayran za wysiłek się należy!!!

[MĄDROŚĆ DNIA]

Tankuj paliwo w Tureckiej Republice Cypru Północnego, bo jest o ⅓ tańsze niż po stronie greckiej.

 

NIEDZIELA

Budzą nas dzwony pobliskiej cerkwi o 6:30, ale udaje nam się jeszcze trochę zdrzemnąć. Po śniadaniu ruszamy na wąwóz Avakas. Ostatnie 2 km przed rozpoczęciem szlaku to wąska, wyboista droga w górę i w dół, więc nie ryzykujemy naszą wynajętą Fiestą i idziemy na piechotę. Równolegle do drogi idzie bowiem ścieżka dla pieszych po plaskim terenie. Wejście na szlak jest zamknięte policyjną, żółtą taśmą, więc nieco zbija nas to z tropu, ale idziemy. Po paru minutach spotykamy grupę z przewodnikiem idącą z naprzeciwka i okazuje się, że można wejść do wąwozu, ale na własne ryzyko, bo (zwłaszcza zimą) jest zagrożenie nagłym spiętrzeniem wody lub osunięciem kamieni. Oczywiście, idziemy. Ściany kanionu coraz bardziej zbliżają się do siebie, a środkiem płynie strumyk lodowatej wody. Skaczemy z kamienia na kamień, aż docieramy do miejsca, gdzie nie da się przejść suchą stopą, więc zawracamy. Wąwóz jest naprawdę fajny i trochę nam przypomina Saklikent w Turcji.

Godzina jest młoda, więc ruszamy na jeszcze jeden szlak koło naszej wioski. Traska nie jest tak zajebista, jak ta wczorajsza, ale idzie się przyjemnie wśród sosen, a ich zapach jest fantastyczny. Napawamy się widoczkiem na obie części Półwyspu Akamas i spadamy do wioski.